środa, 6 listopada 2013

Nic się nie zmienia, wszystko się zmienia

Niektóre rzeczy się nie zmieniają, choćby metody pracy fachowców od robót powszechnie uznanych za przestępcze. Dajmy na to, kradzież auta. Co zrobić z takim skradzionym autem, żeby móc je sprzedać i przy tym nie wpaść? Zmienić lakier, rzecz jasna!

Archiwum Główne Akt Dawnych, Archiwum Roskie, sygn. 840

"Wie świadek, jako jegomość pan Wielowiejski tego roku w poście sprzedał troje koni, jednego białego, kusego, drugiego gniadego, trzecią klacz, która że miała strzałkę białą na łbie, kazał tę smołą zaczernić posyłając ją Cybule na sprzedaż do Bielska, aby jej nie poznano. Te zaś koni troje jako były kradzione przez Cyganów i do dóbr jegomości pana Wielowiejskiego sprowadzone."

Jest to jedno z licznych pytań zadanych świadkowi w czasie procesu wytoczonego przez Krystynę Sapieżynę  Michałowi Wielowieyskiemu, właścicielowi dóbr Sobotka w pow. brańskim, cześnikowi żytomierskiemu, o współdziałanie z Cyganami osiadłymi w jego dobrach i zwożącymi do nich przedmioty skradzione w okolicznych włościach, który miał miejsce w latach 1758-1760.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Obrazków nigdy dość!

Ostatni wpis był wyjątkowo obszerny, więc dla równowagi w przyrodzie ten będzie krótki ;) Oto inicjał "A" z tytułu "Acta d[ominorum] scabinorum civitatis Novae Warssovia Anno 1593", czyli księgi ławniczej Nowej Warszawy za rok 1593. W księdze tej zapisywano przebieg spraw sądowych prowadzonych przez "panów ławników" (dominorum scabinorum), zaś osobą która pochwaliła się jako twórca owego inicjału był Stanisław Serwacy Słupski, notarius, czyli pisarz miejski. Wymalował go,  jak i dokonał wszystkich wpisów zapewne, w roku 1601. Informację tę można zresztą wyczytać z samego skanu, gdyż Stanisław dorysował na inicjale tabliczkę, na której podał swoje imiona, nazwisko i datę wykonania.

Archiwum Główne Akt Dawnych, Księgi miejskie Nowej Warszawy, sygn. 135

Zarówno inicjałowi jak i całej stronie można się przyjrzeć dokładniej zaglądając pod ten adres:

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:AGAD_Pierwsza_strona_ksiegi_lawniczej_i_wojtowskiej_Nowej_Warszawy_z_lat_1593_-_1687.png

sobota, 2 listopada 2013

Biskup Kajetan, który nie przepadał za pudlami

W szkole usilnie próbowało i próbuje się udowodnić, że historia, szczególnie Polski, jest wyjątkowo nudna, nadęta i bezbarwna. A jednak gdy tylko odrobinę bardziej się ją zgłębi łatwo można natknąć się na całą masę wydarzeń i postaci zupełnie niezwykłych, niejednoznacznych i nietuzinkowych. Do nich należy bez wątpienia Kajetan Sołtyk, biskup krakowski w latach 1758 - 1788, z jednej strony gorący patriota porwany przez Rosjan i przez lata przebywający na zesłaniu w Kałudze, z drugiej furiat skłócony pod koniec życia chyba ze wszystkimi żyjącymi ludźmi i ostatecznie uznany za człowieka chorego psychicznie. Zachęcam do przeczytania krótkiej noty biograficznej o nim na wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Kajetan_So%C5%82tyk

O tym jaki był ten człowiek mówi trochę list wydrukowany i puszczony do obiegu, w którym wyjaśnia powód, dla którego postanowił zdjąć z urzędu kanclerza księstwa siewierskiego (każdy kolejny biskup krakowski stawał się automatycznie księciem tego malutkiego, zależnego państewka) księdza Gorzeńskiego.

Archiwum Główne Akt Dawnych, Archiwum Radziwiłłów dz. II, bez sygnatury

"Kajetan Ignacy Sołtyk, z Bożej i Stolicy Apostolskiej łaski, biskup krakowski, książę siewierski

Wszem i wobec i każdemu z osobna, mianowicie urodzonym urzędnikom ziemskim, grodzkim i całemu rycerstwu, tudzież szlachetnym magistratom miast i wszystkim innym obywatelom, poddanym księstwa naszego siewierskiego i baronatu koziegłowskiego, uprzejmi nam miłym i wiernym łaską naszą książęcą. Przy objęciu rządów biskupstwa krakowskiego i wjeździe do księstwa naszego siewierskiego, postanowiliśmy byli kanclerzem tegoż księstwa Jegomości księdza Józefa Gorzeńskiego, kanclerza także naszego katedralnego krakowskiego, jako męża cnót i przymiotów, pobożności i nauki pełnego. Gdy zaś teraz, z dopuszczenia boskiego, czyli to za grzechy jego, czyli na poprawę jego, Wszechmocność Boska odmieniła go z dobrego na złego człowieka i rozum mu zupełnie odjęła, kiedy zgorszeniem naszym 10ma currentis [10go bieżącego miesiąca] poszliśmy in assistentia Nobis debita, ad visitationem Serenisismi in Cathedrali i tam postrzegliśmy jego psa, pudelka, jego faworyta i asystenta onemuż do Mszy Św., bo tenże Jegomość ksiądz Gorzeński, z zgorszeniem publicznym nie raz celebrował, a pies mu asystował na gradusach leżący. Tak gdy sprawiedliwie nas to uraziło, kazaliśmy zawołać księdza podkustoszego i surowo sub paena carceris przykazaliśmy, ażeby lepszy porządek utrzymywał w kościele, w którym jako Świątnicy Pańskiej ludzie powinni zgromadzać się na wielbienie, czczenie i adorowanie Boga w Przenajświętszym Sakramencie utajonego, a nie bestie psy do smrodzenia i paskudzenia tejże Świątnicy Pańskiej. Żeby odtąd kazał świątnikom wypędzać tę bestię, i rozumieliśmy, że się zaraz woli naszej zadość stało. Lecz gdy nas totus clerus cumcapitulo odprowadzali do grobu św. Stanisława, gdzie Mszą Św. mieliśmy, proh dolor! znowu tę bestią widizeliśmy, która gdy nas do sprawiedliwej cholery przyprowadziła i dystrakcją nam do Mszy Św. uczyniła, cum indignatione rzekliśmy: "Co ta bestia tu robi? Czyli nam będzie asystowała do Mszy, jak Jegomości księdzu Gorzeńskiemu? Chyba, że ma więcej rozumu od kanoników, a jeżeli nie, to ją wziąć, kamień u szyi uwiązać i topić, żeby nam tu więcej nie postała w Świątnicy Pańskiej." Tak zaraz skoczyi i Jegomość ksiądz, kanonik Wojczyński złapał, i zaraz ją wyrzucili. Insuper tenże ksiądz Gorzeński, kanclerz, cum summa amortudine cordis nostris pastoralis uznajemy, że oszalał, kiedy błazeński ten list do nas pisany, w którym nas szalonemi czyni, śmiał zuchwale i głupio, zapamiętale podpisać (...)."